2013/01/26

Brzoza

Na skraju boru brzoza rosła, biała w prążki czarne. 
Zimą szron ją roziskrzał sukienką z diamentów. 
Wiosną zieleń najpierwsza spływała z jej pędów, a w wiotkiej koronie tysiąc pieśni brzmiało, pięknie z szumem liści się komponowało. 
Latem, w dni burzowe, w taniec z wiatrem polnym z ochotą ruszała. 
Jesienią najpierwsza pomiędzy drzewami zlotem świat malowała swoimi liśćmi. 

 

Aż dnia pewnego przyszedł człowiek z siekierą i dostrzegł w niej tylko materiał, 
towar i bez liku mioteł. Miotły brzozowe, jak wszystkim wiadomo, 
są do sprzątania gumna i chaty niezastąpione.  
Chłopu jednak tego dnia nie tyle o miotły szło, ile o opał. Był koniec lutego. 
Nad polami dzwoniły skowronki. Nieco wyżej ciągnęły gęsi. 
Po łąkach koziołkowały biało-czarne czajki. 
Piękny czas.

 

Trudno jednak cieszyć się pierwiośniem, gdy opał jest na wyczerpaniu. 
Gospodarz poprawił czapkę, splunął w dłonie, ujął mocno siekierę i wziął pierwszy zamach. Zanim topór uderzył w pień, brzoza załkała.
- Poniechaj mnie, chcę żyć.
- Kto to powiedział?
- Ja.
- Co za ja?
- Własnie ja, ta, którą chcesz uśmiercić.
- Tfu, drzewo gada, zgiń, przepadnij, siło nieczysta!
- Jestem tylko drzewem, nie żadną siłą piekielną, ale też chcę się życiem radować.

 

- A ja to co, też chcę żyć. Czym mam w chacie palić, na czym mi żonka obiad ugotuje?
- Jest na to sposób.
- Ale konkretnie jaki?
- Rozejrzyj się wokoło i powiedz mi, co widzisz?
- Las i bagno, nic więcej.
- Właśnie, bagno. 
- Co, bagnem mam w piecach palić?
- Dobrze kombinujesz.
- Durnego chcesz ze mnie zrobić, wodą mam w piecu palić?
- Nie wodą, a torfem, po którym woda płynie, jemu już nic nie zaszkodzi, nic nie czuje. 
- Ale jak nim palić?
- Wytnij kawałek gleby, choćby i tu, gdzie stoisz, byle nie za blisko, 
bo mi korzenie uszkodzisz, dobrze wysusz, wsadź do pieca, 
a będziesz miał więcej opału, niż ze mnie. 

 

Czy był to chłop nadzwyczajnie ciekawy świata 
czy też wrażliwszy od innych na argumenty bytów, 
które na co dzień z ludźmi w rozmowy się nie wdają, 
trudno dziś z całą pewnością dociec. 
Ponoć było mu na imię Bartłomiej. A imię to jest bardzo starożytne (...), aramejskie. 
Imię Bartłomiej powstało z połączenia słów "bar", 
co w języku aramejskim znaczy "syn", 
oraz "talami" czyli "oracz". Bartłomiej był niewątpliwie synem oracza. 
W owych odległych czasach zawód przechodził, 
niejako automatycznie, z ojca na syna. 

 

Trudno jednak z całą odpowiedzialnością orzec, 
jak stara jest legenda o rozmowie człowieka z brzozą. 
Wiadomo jednak, że od setek lat ludzie żyjący w dolinach nizinnych rzek 
korzystali z dobrodziejstw torfu. 
Używano tej przedziwnej biologicznej skały głównie jako opału 
i materiału do izolacji domostw. 
We współczesnych nam czasach torf znalazł zastosowanie między innymi w medycynie. 
Kto wie, co będzie z nim dalej? (...)*
*Tomasz Lippoman, Legendy Podlasia. 


Brzoza:
- Labradoryt;
- ręcznie formowane srebro pr. 999; oksydowane i polerowane;
- dostępny. 

Uściski!
K. 

Ps Rozdawnictwo zakończyło się wylosowaniem osoby z Facebooka, 
ale nic się nie martwcie, jutro rusza kolejne, z trzech zaplanowanych.  
Zapraszam! :)