2013/01/17

O chłopcach, którzy spotkali trolle w lesie Hedalsskogen

Dawno, dawno temu w pewnej chacie chałupniczej w Vågå, 

w dolinie Gudbrandsdalen, mieszkało dwoje biednych ludzi. Mieli wiele dzieci. 
Dwaj najstarsi chłopcy musieli w okolicy żebrać. 
Znali więc wszystkie dróżki i ścieżki, a nawet drogę do Hedalen. 
Pewnego razu właśnie tam postanowili się wybrać. 
Słyszeli, że łowcy sokołów zbudowali sobie szałas nad Mæle. 
Chcieli więc zaczepić o Mæle, zobaczyć, jak się chwyta ptaki, 
dlatego tez obrali ścieżkę przez mokradła Langmyrene. 


 

Miało się ku jesieni. dziewczęta opuściły już bacówki i zeszły w dół domów. 
Chłopcy nie mieli więc gdzie wstąpić, aby się posilić. 
Musieli zatem trzymać się drogi wiodącej do Hedalen, a ze była to tylko wąska ścieżka, 
przeto gdy zapadł zmrok, zgubili szlak. 
Nie dotarli też do  szałasu łowców sokołów i nim się obejrzeli, 
znaleźli się w gęstwinie Bjølstadskogen.  
Zrozumieli, że dalsza droga jest niemożliwa
Zaczęli zbierać gałązki, rozpalili ognisko i zbudowali szałas. 
Na szczęście mieli ze sobą małą siekierę. 
Zerwali trochę wrzosu, nagromadzili mchu i przygotowali posłanie. 


 

Gdy już się ułożyli do snu, usłyszeli jakieś pomrukiwanie i węszenie. 
Chłopcy nastawili uszu, nasłuchując, co to może być: zwierzę czy trolle leśne?
Wtem węszenie stało się głośniejsze i dały się słyszeć słowa:
- Pachnie tutaj człowiekiem!

Po chwili rozległy się czyjeś kroki, tak ciężkie, że aż ziemia się uginała.
Teraz chłopcy zrozumieli, że w pobliżu są trolle. 
- Boże , dopomóż nam! C robić? - szepnął młodszy chłopak do swego brata. 
- Zostań tutaj, gdzie stoisz, pod sosną, i bądź w pogotowiu. Gdy zobaczysz, 
że trolle się zbliżają, weź sakwy i pędź co sił w nogach. Ja tymczasem wezmę siekierę. 


 

W tej samej chwili ujrzeli nadciągające trolle. 
Były tak wysokiego wzrostu i potężnej budowy, 
że ich głowy sięgały wierzchołków sosen. 
Cała trójka miała jednak tylko jedno oko, którego na zmianę używała. 
Każdy troll miał dziurę w czole i tam oko wkładał i odpowiednio nastawiał. 
Oko przysługiwało temu, który kroczył na przedzie. 
Dwaj pozostali podążali za pierwszym, trzymając się go. 
- Nogi za pas! - rozkazał starszy chłopiec. - Lecz nie uciekaj za daleko, nim nie zobaczysz, 
co się dzieje. Ja tymczasem okrążę trolle i zajdę je od tyłu. 
Z pewnością nie dojrzą mnie, mają bowiem oko bardzo wysoko. 

Młodszy brat pobiegł naprzód.  
Trolle ruszyły za nim, a starszy chłopiec zaszedł je od tylu 
i trolla idącego na końcu uderzył siekierą w nogę. Ten podniósł tak straszny krzyk, 
że troll idący na przedzie wystraszył się potężnie i upuścił oko. 
Chłopiec zaś czym prędzej je złapał. Oko było większe niż dwie donice i tak przejrzyste, 
że gdy przez nie spojrzał, zajaśniało w ciemnościach nocy jak za dnia. 

 

Gdy trolle pojęły, że chłopiec zabrał im oko i zranił jednego z nich, 
zaczęły się mocno odgrażać: jeśli natychmiast nie odda im oka, spotka go najgorsze,
- Nie boję się ani trolli, ani pogróżek - rzekł chłopiec. - Teraz mam troje oczu, 
a wy ani jednego, w dodatku dwóch z was musi nieść trzeciego.
- Jeśli natychmiast nie oddasz oka, zamienimy cię w kamień! - krzyczały trolle. 
Chłopcu nawet się to podobało. Nie bał się ani czarów, ani przechwałek trolli. 
Powiedział, że jeśli nie zostawią go w spokoju, porąbie wszystkie trzy siekierą, 
tak że będą się czołgały po ziemi jak robaki i inne żałosne kreatury. 
Gdy trolle to usłyszały, wystraszyły się i zaczęły przemawiać pięknymi słowy. 
Błagały, by zwrócił im oko. Dadzą mu złoto i srebro, i co tylko zechce. 
Spodobało się to chłopcu, ale najpierw chciał mieć to złoto i srebro. 
Kazał więc jednemu trollowi iść do domu i przynieść tyle złota i srebra, 
by wraz z bratem mogli napełnić swoje sakwy. 
Na dodatek domagał się przyniesienia dwóch dobrych łuków stalowych, 
za co mieli dostać oko. 
Tymczasem jednak on je będzie miał.

 

Trolle zaczęły narzekać, że żaden z nich nie może iść, bo nie mają oka i nic nie widzą. 
Jeden z nich zawołał zatem babę, która mieszkała razem z nimi. 
Po chwili daleko na północy rozległ się głos baby. 
Trolle kazały jej przyjść i przynieść dwa łuki stalowe 
oraz dwa wiadra pełne złota i srebra. 
I chyba niewiele czasu minęło, nim się pojawiła. Zaraz też zaczęła grozić czarami. 
Trolle jednak wystraszyły się i radziły, by miała się na baczności przed małym chłopcem, jadowitym jak osa. Jej również mógłby zabrać oko. 
Baba rzuciła więc wiadra pełne złota i srebra oraz łuki 
i razem z trollami udała się do domu. 
Od tej chwili nikt nie słyszał, by trolle chodziły po Hedalsskogen i węszyły ludzi. *
*Zamek Soria Moria. Baśnie norweskie. 


Zaklęty w Kamień:
- Labradoryt;
- srebro pr. 999 (ręcznie formowany liść oraz druty); 
oksydowane i polerowane;
niedostępny.
Uściski!

K.