Obserwują

2012/01/25

Magia Mozaiki oraz jak to się robi?

Ponieważ bardzo podoba mi się pastelowe lustereczko (jak i pozostałe rzeczy) 
wykonane przez cudowne dwie Dziewczyny z bloga Magia Mozaiki
chciałam Was zaprosić na rozdawnictwo z okazji ich urodzin. :-)
Prace dziewczyn są nieziemskie, zakochuję się w co drugiej stworzonej przez nie mozaice... 
Dotrzymajcie mi towarzystwa w mojej "chorobie z miłości". ;-)


Zapraszam!

***
Dostaje od Was sporo maili z pytaniami o narzędzia, technikę, w której tworzę, materiały, 
więc postanowiłam pokazać Wam małe co nieco z mojego warsztatu. 
Tym samym uchylam rąbka tajemnicy, która wcale tajemnicza nie jest. :-) 
Dzisiejszy post będzie dotyczył narzędzi, którymi się posługuję w większym lub mniejszym stopniu, 
tworząc biżuterię.

To mój podstawowy zestaw narzędziowy.
Nie jest duży: część rzeczy jest niezbędna, część da się zastąpić innymi,
a części prawie w ogóle nie używam...

W zestawie znajdziecie szczypce płaskie w trzech wersjach:
dwie zwykłe o różnej długości i jedne z powłoką z PVC.
Najczęściej jednak używam dwóch par - środkowej i tej po prawej stronie. 
Szczypce płaskie służą właściwie do wszystkiego: do trzymania drutu podczas topienia,
do nadawania kształtu, do spłaszczania, do zamykania i otwierania ogniwek... 
Na szczególną uwagę zasługują jednak szczypce ze specjalną powłoką PVC
Używam ich głównie do prostowania drutu lub przytrzymywania gotowych elementów podczas łączenia.
Ich ogromną zaletą jest to, że pozostawiają drut bez śladów, 
co jest ważne zwłaszcza podczas pracy z miękkim materiałem. 

Kolejne szczypce w mojej "kolekcji" to: 
szczypce zaciskające, szczypce okrągłe oraz tnące boczne
O ile szczypce tnące - jak sama nazwa wskazuje - służą do cięcia, a zaciskające - do zaciskania
(kuleczek zaciskowych), o tyle szczypce okrągłe przydają się do wielu zadań. 
Nie tylko pomogą przy robieniu oczek (loop), sprężynek i kółeczek, ale także pozwolą Wam
nadać ostateczny kształt ornamentom i zawijaskom, 
którymi chcecie przyozdobić Waszą biżuterię. :-)
Najrzadziej używanymi w tym zestawie są szczypce zaciskające. 
Wolę kuleczki w niezmienionym kształcie... ;-)

Ten niepozorny zestaw składa się z narzędzi, którymi wykańczam (nerwowo siebie) swoje twory. 
Przynajmniej trzy z tych rzeczy posiadacie w domu i nie musicie ich kupować. 
Śrubokręt (ze skrzynki z narzędziami R.) służy mi do robienia ogniwek o różnej średnicy,
do tworzenia zawijasów, czasami do "upychania" cieniutkich drucików w niedostępnych miejscach. 
Polernik (jedyna rzecz, której możecie w domu nie mieć) pozwala na wypolerowanie nie tylko gładkich powierzchni, ale także tych niedostępnych zakamarków, gdzie jeszcze czai się oksyda, a nie powinna. Kupiłam go stosunkowo niedawno, da się bez niego żyć - od czego są ściereczki flanelowe? ;-)
Pilnika metalowego (mój jest półokrągły) używam do piłowania końcówek drutów,
jest też bardzo przydatny przy pracy z art-clay. Do tej pory używam też takiego małego,
do paznokci, ale wstyd go pokazać - tak jest zużyty. 
Silikonowy pędzel (mam zestaw 6 sztuk z różnymi końcówkami, kupiony w polskim Lidlu za 8zł) 
jest wbrew pozorom wielofunkcyjny.
Podczas pracy z drutami używam go do tworzenia plątaniny zawijasów i kółeczek,
natomiast w moich próbach z art-clay świetnie się sprawdza np.przy rozprowadzaniu pasty. 

Powyżej widać narzędzia, których używam sporadycznie, głównie w pracy z AC. 
Imadełko, wałek z PVC, linijka, pęseta
(mam gdzieś jeszcze okular-lupę, który był w komplecie - R. dostał takie cudo w pracy),
szczotka druciana i dziwne coś (znalezione u dziadka w piwnicy)...
Wszystko jest pomocne w pracy z gliną. Ale zdarza mi się użyć wałka jako wzornika,
czy imadełka do przytrzymania drutu podczas zaplatania. 

A to zdjęcie przedstawia moją najnowszą zdobycz - wzorniki do kółek.
Komplet kosztował dosłownie 4 funty, przyleciał z Wielkiej Brytanii
i zrobił rewolucję w moim domowym warsztacie! 
Niby proste schodkowe, okrągłe, metalowe "patyki", ale potrafią zdziałać cuda. 
Takie narzędzia są bardzo pomocne, jeśli ktoś chce - jak ja - by jego kółka, zawijasy i inne ornamenty
w obu kolczykach były idealnie takiej samej średnicy.
 Jeszcze ich nie używałam, bo pojawiły się u mnie wczoraj, ale jestem pewna,
że będą mi często towarzyszyć podczas pracy z drutami... :-)

Nieodłącznym pomocnikiem jest także palnik
Jeśli posiadacie w domu kuchenkę gazową - wystarczy. 
Jeśli jednak jesteście pozbawieni tej przyjemności, jak ja, palnik jest niezbędny. 
Jak widzicie mój jest już dość stary, ma połamaną końcówkę ochronną (spadł ze stołu, bidulek), 
jest porysowany itp. Ale najważniejsza część - jego płomienne serce - działa bez zarzutu. 
Palnik nie tylko wypali Wasze wyrzeźbione w pocie czoła, niezbyt duże, formy z art-clay,
ale także pomoże zakończyć drut efektowną kuleczką, czy zmiękczy zbyt oporny materiał. 


Tak w skrócie prezentuje się moja banda pomocników.
Większość z tych rzeczy macie w domach - jeśli nie w takiej formie, to w podobnej.
Bo przecież zwykłe kombinerki też dadzą radę otworzyć i zamknąć ogniwko,
a śrubokręt świetnie się sprawdza w roli dłuta do rzeźbienia czy wzornika.
Metalowy pilniczek do paznokci lub - również używany przeze mnie -
papier ścierny świetnie da sobie radę.
A do polerowania używam głównie ściereczki kupionej za 1 euro w drogerii...
Rozejrzyjcie się po swojej kuchni, łazience, biurku...
...tam jest niezliczona liczba przydatnych rzeczy! 

Mam nadzieję, że taki cykl postów pomocniczych się Wam spodoba i ułatwi Wasze biżuteryjne próby.
Ściskam,
K. 


2012/01/24

Morze Czerwone

     

Wyobrażam sobie, ze podobna czerwona muszla została znaleziona przez dziecko jednego z Izraelitów,
przechodzących wśród rozstępujących się fal Morza Czerwonego w czasach,
które opisuje Stary Testament...



Wyobrażam sobie, jak Mojżesz podnosi ręce i przemawia słowami Jahwe, 
nakazując spienionym bałwanom utworzenie przejścia. 
Jak zmęczeni i biedni ludzie, starcy, dzieci, mężczyźni i kobiety w sile wieku, 
biegną korytarzem wśród wody - zdumieni tym, co widzą. 
I wyobrażam sobie pogoń faraona niknącą wśród odmętów wody wracającej na swoje miejsce. 
Wody nie dającej szans na przeżycie. 

Wyobrażam sobie też dziewczynkę, ciemnowłosą o oczach jak dwa żuki - dużych i czarnych, błyszczących. 
Przystaje na chwilę, by podnieść z dna morza nieduży, błyszczący przedmiot. 
Małą, czerwoną muszlę... 
Mija kilka sekund, zanim matka chwyci ją za rękę i pociągnie za sobą, 
by w ostatniej sekundzie zdążyć przed zamykającą się kopułą spienionej wody.  

Wyobrażam sobie, że kiedy Izraelici stoją już bezpieczni na półwyspie Synaj, 
dziękując swemu bogu za ratunek, 
dziewczynka otwiera zaciśniętą dotąd pięść, spogląda na muszlę i już wie, 
że dotarła do Ziemi Obiecanej... 

Chciałam, by ten wisiorek był tak poplątany, jak historia dzisiejszego Izraela
By widać było zarówno Mandat Izraela, pierwszą i kolejne wojny izraelsko - arabskie, 
jak i wpływy czterech głównych religii tego regionu: 
judaizmu, islamu, chrześcijaństwa i religii druzyjskiej. 

Spójrzcie, u dołu muszli rozstępuje się Morze Czerwone, przejście prowadzi do Ziemi Obiecanej, 
do azylu dla ducha i ciała, do radości i wolności. 
Ale okazuje się, że samo dotarcie do celu nie wystarczy. 
Splątane ze sobą druty to symbol ciężkich czasów, trudnych wyborów, walk, nieporozumień, 
tysięcy zabitych i rannych ludzi. Ale gdzieś tam czeka pokój, stabilizacja, jedność - doskonałość kuli. 
Kuli złożonej z wielu uściśniętych dłoni i powiązanych ze sobą kultur. 

Czerwona muszla / Red shell:
Swarovski crystal shell, red magma
srebro pr. 999, oksydowane i polerowane / oxidated and polished fine silver
rzemień / wrap
dostępna / avaliable

Ściskam, 
K. 

2012/01/21

Królowa Karo / Queen of Diamonds

Wtem Piątka, który przez cały czas rozmowy pilnie obserwował ogród poprzez liście drzew, 
krzyknął głosem pełnym lęku: "Królowa, Królowa idzie!" 
Trzej ogrodnicy natychmiast padli twarzami do ziemi. 
W dali dał się słyszeć szmer licznych kroków, zmieszany z głośnym gwarem rozmów. 
Zaciekawiona Alicja spojrzała ku nadchodzącemu dworowi, 
bardzo rada z tego, że pozna Królową.

Pochód rozpoczynało dziesięciu żołnierzy z halabardami w ręku - były to trefle. 
Wszyscy byli tego samego wzrostu co ogrodnicy. Korpusy ich były kształtne, chociaż prostokątne,
 tylko najzupełniej płaskie. Ręce i nogi sterczały na rogach.

Za nimi szło dziesięciu wspaniale ubranych dworzan, diamenty lśniły na ich szatach, 
kiery zdobiły ich płaszcze. 
Wszyscy szli dwójkami i otwierali drogę królewskim dzieciom. Dzieci było dziesięcioro.
Para za parą, szły dostojne, radosne, w podskokach.
Na sukniach ich był bogaty haft z kierów.

Za dziećmi postępowali goście.
Przeważnie byli to królowie i królowe. Wśród zaproszonych znajdował się także Biały Królik.
Był podrażniony, zdenerwowany, coś opowiadał i śmiał się ze wszystkiego, co ktokolwiek mówił.
 Przechodził bardzo blisko Alicji, lecz jej nie zauważył.

Za gośćmi kroczył dostojnie Walet Kier.
Niósł na aksamitnej, karmazynowej poduszce królewską koronę.
Dopiero za nim zjawiła się dostojna para: Król i Królowa Kier.*

* Lewis Caroll, "Alicja w Krainie Czarów"


I chociaż moja królowa to zdecydowane Karo, praca nad nią przypominała mi bezduszność,
okrucieństwo i niechęć do współpracy carollowskiej Królowej Kier. 
Owa markiza Swarovskiego przyprawiła mnie o bóle głowy i krew na rękach.
Ale - mimo skromnego efektu końcowego - zimowa wiedźma, bo przecież nie Biała Królowa ;-), wygrała... ;-)


Królowa Karo / Queen of Diamonds:
Swarovski crystal red magma 
oksydowane i polerowane srebro 999 / oxidated and polished fine silver
rzemień / wrap
dostępna / avaliable

Ściskam i życzę miłego weekendu!
K. 

2012/01/20

Przypominam, rozdaję, zdradzam nagrodę...

Tak jak obiecałam, pokażę Wam dziś,
jaka nagroda czeka Was w Rozdawnictwie (<--kliknij, by się dopisać)... :)
Zbliżają się Walentynki i - chociaż sama ich nie obchodzę - postanowiłam Was obdarować sercem.


Serce jest wykonane z naturalnego, czerwonego koralu, troszkę je przyozdobiłam
i zawiesiłam na czarnym rzemieniu.
I w takiej właśnie formie do kogoś z Was pofrunie... :)

Zgłoszenia przyjmuję do końca stycznia (nie pod tym postem!),
natomiast losowanie odbędzie się w pierwszych dniach lutego.
Nie powiem Wam jeszcze dokładnie kiedy, ale obserwujcie bloga - na pewno będzie o tym głośno. ;-)

Serce, którym obdaruję kogoś z Was jest dość spore,
cały wisior ma 50mm wysokości i 35mm szerokości. Samo serce - 30x30mm.


Mam nadzieję, że wisiorek się Wam spodoba, że nie pożałujecie udziału w rozdawnictwie
oraz że zdjęcia zachęcą więcej osób do zabawy. :-)
Zapraszam!

Serce z cukierków:
koral / coral
srebro pr. 999 / fine silver
oksydowane i polerowane / oxidated and polished
z rzemieniem / with wrap

Ściskam! 
K. 


Ps. w najbliższym czasie pojawi się tu sporo czerwieni...
Nie, żebym się synchronizowała z Walentynkami, ale na pewno coś z tej okazji się jeszcze pojawi. :-)

2012/01/18

Luperkalia


Bardzo dawno temu w greckiej Arkadii żył sobie człowiek o imieniu Lykaon
o którym wiadomo tylko tyle, że złożył Nyktimosa, swego syna, w ofierze Zeusowi jako bogu światła, 
a zrobiwszy to, zamienił się w wilka.
Według Platona podczas ustanowionego przez Lykaona święta Lykajów (święta wilków), 
z mięsem zwierząt mieszano mięso ludzkie – ten, kto zjadł akurat to ostatnie, przemieniał się w wilka. 
Do ludzkiego ciała mógł powrócić tylko wówczas, 
jeśli w ciągu dziewięciu lat bycia wilkiem nie zjadł żadnego człowieka...


Święto Lykajów dało podstawy rzymskiemu świętu Luperkaliów
(nazwa to połączenia słów lupus – wilk i arceo – chronić), 
ale jego początki właściwie do dzisiaj są owiane tajemnicą. 

Podczas święta czczono postać Luperkusa, najczęściej identyfikowaną z bogiem Faunem, 
opiekunem leśnych stworzeń, jak również mityczną wilczycę, 
która wykarmiła Remusa i Romulusa, założycieli Wiecznego Miasta. 
Obrzędy przeprowadzano w pobliżu groty Luperkal na Palatynie, gdzie wedle mitu mieszkała wilczyca 
i jej wychowankowie.

Jak wiele pogańskich świąt, Luperkalia miały także związki z rytuałami płodności:
 ubrani tylko w koźlą skórę, na podobieństwo Fauna, kapłani, zwani Luperkami, 
chłostali wiernych - głównie kobiety, które dzięki temu miały szybciej zachodzić w ciążę.
 Najpierw jednak składano ofiarę z kozła i psa, których krwią smarowano czoła dwóch młodych mężczyzn. 
Następnie ze skór ofiarnych zwierząt kręcono bicze, zwane februa (stąd łacińska nazwa lutego, Februarius) 
i rozpoczynał się bieg po Palatynie.

Święto obchodzono w okolicach 14 lutego (dokładniej: od 13 do 15 dnia miesiąca Februarius). 
14 lutego był w kalendarzu rzymskim świętem bogini Junony, patronki małżeństw, 
i w tym dniu młode dziewczęta zapisywały swoje imię na losach, które wrzucano do pudełka. 
Następnie chłopcy losowali imiona i w ten sposób dobierano pary, w których brało się udział
w nadchodzących uroczystościach; bardzo często wspólne świętowanie kończyło się małżeństwem.

Luperkalia przetrwały aż do roku 496, kiedy to papież Gelazjusz I zakazał ich obchodzenia 
i zastąpił pogańskie uroczystości dniem świętego Walentego. Dziś, po pierwotnym kilkudniowym święcie płodności, pozostał nam politycznie poprawny dzień zakochanych...



Jako, że o Faunie i Luperkaliach była mowa nie może tu zabraknąć tego wspaniałego,
niemieckiego zespołu i jego wersji Luperkariów:




Czarne Serce: 
Kryształy Swarovskiego: serce i brioletka w kolorze jet /czarne
srebro pr. 999, oksydowane i polerowane
rzemień zamszowy czarny


Ściskam!
K. 


2012/01/16

Wywoływanie śniegu

Płatki bielutkie, białe
spadają z nieba, krążą,
wioski i miasta całe
w srebrzystym puchu krążą.

Tańczą nad nimi w górze
coraz ich więcej, więcej...
Gdy na nie patrzeć dłużej,
to aż się w oczach kręci!

Lecą leciutkie płatki
aby otulić ziemię,
gdzie zioła śpią i kwiaty
i przyszłe zboże drzemie...

Gdy śnieg, co ziemię skryje
w ciepłe się stopi, wiosną
kwiaty znów odżyją
i zboża znów wyrosną. 

Edward Szymański, "Śnieg"
Próbuję wywołać Zimę, ale nic na to nie mogę poradzić, 
że ostatnie dni przynoszą małe kropelki szczęścia, a nie złości, z której tworzę śnieg. 
Oby tak zostało... chociaż za śniegiem tęsknię bardzo. 

Dlatego w weekend wybraliśmy się do Wysokiego Czarnego Lasu (Hochschwarzwald) 
w poszukiwaniu Zimy.
Znaleźliśmy ją dopiero na ponad 1000m ponad poziomem morza. Ale jest! 
Nie zniknęła, nie zaszyła się w swoim lodowym domu na dobre. 
Po prostu jest w tym roku trochę nieśmiała...

Bazę do tego wisiora wykonałam dawno temu, jeszcze we Wrocławiu. 
Leżała sobie, biedulinka, w czeluściach skrzyni i czekała, aż nadejdzie jej czas. A to nie mogłam dopasować kamienia, a to nie miałam pomysłu na dodatkowy element... 
aż w końcu po powrocie z wycieczki uznałam, że już czas. Że nic innego nie nada się bardziej 
do wywoływania śniegu, niż ten ciemnosrebrny element 
z kryształem górskim i kamieniem księżycowym. 

Zobaczcie wysokie buki i jodły oraz śnieg przykrywający cały masyw górski Czarnego Lasu. 
Zerknijcie na kręte ścieżki i  źródło Dunaju.
Spójrzcie na drogi między skałami, prowadzące od miasteczka do miasteczka 
i wysokie na sto metrów mosty nad dolinami... 
Mam nadzieję, że udało mi się zamknąć choć odrobinę tego krajobrazu w tym wisiorze. 

A jeśli kiedyś będzie Wam dane być w pobliżu Schwarzwaldu, niezależnie od pory roku i pogody, przystańcie tam na chwilę, ogarnijcie wzrokiem wysokie drzewa, skały, spójrzcie w dół na doliny...
Warto.
W takiej chwili człowiek nabiera pokory wobec Natury.
Zdaje sobie sprawę z tego, że to nie on rządzi światem.
To Ona, Matka Natura, jeszcze pozwala mu myśleć, że jest inaczej... 

Schwarzwald / Czarny Las / Black Forest:
srebro pr. 925 i 999 oksydowane i polerowane / oxidated and polished fine and sterling silver
kamień księżycowy / Moonstone
kryształ górski mrożony / frozen Rheinstone
kryształy górskie / Rheinstones
i mnóstwo Natury / and a lot of Nature 
dostępny / for sale
;-)


Ściskam i przypominam o Rozdawnictwie 
(baner po prawej)!
K. 

2012/01/13

Dąb i lipa*, czyli o "Mojej Duszy"

Było to za czasów pogańskich. 
Przy drodze rosły blisko siebie dwa drzewa: dąb i lipa. 
Olbrzymi dąb rzekł do o wiele mniejszej od niego lipy:
- Jaka ty jesteś słaba i niemądra. Twoje gałęzie może złamać każdy chłopak 
i nie potrafisz się odpędzić nawet od maleńkich pszczół.

Lipa smutnie odrzekła:
- Trudno, taki jest już mój los. 

Szydzenie dębu słyszały wróble, które prędziutko poleciały powiadomić o tym Swantewida, 
wielkiego pogańskiego boga. Swantewid, kiedy to usłyszał, bardzo się rozgniewał, 
zawołał Parona, boga burz i piorunów, i rzekł do niego:
- Musisz szybko gnać i ukarać dąb. 

Paron posłusznie wsiadł na swego czarnego konia i popędził w kierunku dębu. 
Z pyska konia buchał ogień, spod jego kopyt leciały iskry, a z pyłu, jaki zostawił w ślad za sobą, powstała wielka czarna chmura, tak że zrobiło się ciemno niczym pod wieczór. 
Kiedy Paron był blisko dębu, posłał ze swojej broni strzałę i od razu dąb się rozszczepił 
od góry do dołu. 


Za chwilę słoneczko zaświeciło i znów się rozwidniło. 
Przy rozszczepionym dębie stała wystrojona w białe kwiatki lipa. 
Po drugiej stronie drogi rosły buk i leszczyna. Leszczyna powiedziała do buka:
- Nigdy nie trzeba się śmiać ze słabszych.
Buk milczał, nie rzekł nic.*


Bransoletka powstała jako przykładowa praca ilustrująca "Moją Duszę",
wyzwanie Kreatywnego Kufra, do udziału w którym serdecznie zapraszam!
Dlaczego zdecydowałam się na taką jej formę?
Ponieważ mój duch jest nieokrzesany i zmienny: czasami dumny i niemiły - jak dąb z przypowieści,
a czasami słaby i delikatny - jak smutna lipa. Nierzadko płacę wysoką cenę za swoje błędy,
ale jednocześnie potrafię się do nich przyznać i przeprosić.
Moja rogata osobowość sprawia, że jestem uparta i konsekwentna, również w uczuciach.
Bardzo szybko przywiązuję się do ludzi, a jednocześnie cierpię katusze w tłumie. Lubię samotność,
ale nie potrafię żyć bez bliskich mi osób.
Uwielbiam przyrodę
(stąd kolorowe, od fioletowoniebieskich po złociste szafiry, ukazujące jej różnorodność),
jestem naturowierczynią (stąd motyw dębu), dla której droga to cel sam w sobie...
Więcej o mnie mogą powiedzieć ludzie,
którzy mnie znają i patrzą na mnie z innej perspektywy, niż ja sama. :-)

Bransoletka Dąb / Oak bracelet:
ręcznie wykonane liście i żołędzie ze srebra pr. 999 / hand made from the sratch fine silver leaves and acorns
dwa srebrne łańcuszki pr. 925 / two sterling silver chains
naturalne szafiry / natural sapphires
oksydowana i polerowana / oxidated and polished
dla siebie samej / my own 

* Alojzy Nagel, "Matka Przyroda i jej dzieci"

2012/01/12

Skąd jest śnieg*

Ustały już jesienne wiatry, przyszły pierwsze mrozy. 
Matka Przyroda ze swego domu między chmurami spojrzała na ziemię i rzekła do córki Zimy:
- Oskub pióra z gęsi i przygotuj bardzo wielką pierzynę, żebym miała czym przykryć ziemię. 
Żeby zboża i trawy nie przemarzły. 
Ale leniwa Zima wcale się nie spieszyła.A kiedy pierzyna była już zrobiona, 
sama legła pod nią i spała. 
- Tego już za wiele, tego naprawdę już za wiele - powiedziała Przyroda do córki. 
Wówczas ze wszystkich kątów wyskoczyło bardzo, bardzo dużo krośniąt w zielonych ubrankach. 
Ile ich było? - nie wiem, bo Zima też ich nie mogła policzyć. 
Krośnięta szybko przyskoczyły do Zimy i rozpruły jej pierzynę. 
Z rozprutej pierzyny pióra poleciały na ziemię i przykryły jej wielką część.
Odtąd mamy śnieg. *

Wybaczcie jakość zdjęć - komplecik robiłam na specjalne zamówienie tuż po świętach
i właściwie jak tylko go skończyłam, oddałam go w ręce przemiłej Właścicielki,
uprzednio robiąc zdjęcia.....telefonem komórkowym.
A ponieważ należę do tych ludzi, którym telefon służy do dzwonienia
i wysyłania wiadomości tekstowych czy MMS, to nie posiadam
jakiegoś wypasionego aparatu wbudowanego w moją poczciwą Nokijkę. ;-)

Klipsy i bransoletka są wykonane z nieoksydowanego srebra
 (poza magnetycznym zapięciem bransoletki, które na żywo nie wyglądało jak szara boja,
wierzcie mi na słowo!) oraz białych pereł słodkowodnych.


Wszystkim tym, którzy pamiętali oraz tym, którym przypomniał Facebook,
dziękuję serdecznie za życzenia urodzinowe! :)
Pamiętajcie o candy, zgłaszać się można do końca stycznia. O nagrodach niebawem...

Ściskam!
K.


* Alojzy Nagel, "Matka Przyroda i jej dzieci".  

2012/01/09

Home sweet home

Wróciłam.
Czas spędzony w moim rodzinnym mieście, Ostródzie, wspominam cudownie.
Prawie trzy tygodnie z bliskimi, wśród zachwycającej przyrody, wspomnień z dzieciństwa.
W moim Domu.



Na szczęście miejsce, w którym mieszkam teraz, nie różni się aż tak bardzo od moich rodzinnych stron.
Są piękne lasy, ogromne jezioro (nic to, że w obrębie Ostródy jest ich kilkanaście), przyroda zapierająca dech w piersiach. Widok na Alpy dostałam w pakiecie, żeby mi smutno nie było. ;-)


***


Na załączonych obrazkach widzicie potwierdzenie tego, że jestem ostatnio szczęśliwą wiedźmą.
(Tfu, tfu, nie zapeszam. ;-) )
Jak powszechnie wiadomo Nurrgula to zimowa wiedźma, która kreuje śnieg ze swojego gniewu. ;-) Cóż....kalendarzowy rok 2011 był dla mnie łaskawy.
Mam nadzieję, że 2012 nie przyniesie żadnych niemiłych niespodzianek...


***

Rude bywa piękne. Zwłaszcza, gdy jest kotem lub wiewiórką... ;-)
W takich oto okolicznościach przyrody przyszło mi dorastać. A wszystko to pokazuję Wam i opisuję,
żeby odwrócić Waszą uwagę od biżuterii. 
Wróciliśmy w sobotę do niemieckiego domu i próbuję od wczoraj ogarnąć chaos. 
Jak ogarnę, będą nowości.


A tymczasem zapraszam Was na podwójnie urodzinowe Candy (post niżej) 
oraz na wyzwanie "Moja Dusza" do Kreatywnego Kufra (znacie adres, prawda?). 


 
Ściskam i życzę wszystkiego, co najlepsze!
K. 



2011/12/27

P.U.R.N.

Mam trzy latka, trzy i pół,
brodą sięgam ponad stół.
Do przedszkola chodzę z workiem
i mam znaczek z muchomorkiem.
Pantofelki ładnie zmieniam,
myję ręce do jedzenia.
Zjadam wszystko z talerzyka,
tańczę, kiedy gra muzyka.
Umiem wierszyk o koteczku,
o tchórzliwym koziołeczku,
i o piesku co był w polu,
nauczyłam się w przedszkolu. 
Irena Suchorzewska

P.U.R.N. czyli 
Podwójnie Urodzinowe Rozdawnictwo Nurrgulowe!
A dlaczego podwójne? 
Ponieważ dziś blog obchodzi 3 urodziny, a 12 stycznia (kiedy to wypadają Nurrgulowe urodziny) 
szanse na zwycięstwo się podwoją - jeśli liczba uczestników przekroczy 100, dodam drugą nagrodę. :-) 


Zasady są proste i znane:
lubimy (na facebooku, jeśli korzystacie) i podglądamy (na bloggerze, bloglovin' lub blog network, jeśli korzystacie), zostawiamy komentarz (jeśli anonimowo to z imieniem i  adresem mailowym), 
wklejamy podlinkowaną do bloga grafikę na swoim blogu/stronie internetowej/facebooku 
(jeśli posiadacie) i grzecznie czekamy na wyniki losowania. 
Zgłoszenia przyjmuję do 31. stycznia 2012r. :-)

POWODZENIA! 
K. 


2011/12/17

Czarna Perła / Black Pearl

Czarna Perła może ozdobić nie tylko piracki nadgarstek, prawda? ;-)
Chociaż - mimo swojej słodkowodnej natury - niezmiennie kojarzy mi się z Morzem (klik)... 


Dziś króciutko i dość nerwowo, bo pakowanie walizek nie należy do tego,
co Nurrgule lubią najbardziej.
A tym bardziej przedświąteczne pakowanie walizek,
z worem prezentów i innych rzeczy typu "tradycja tego wymaga".
Ale radość ze spotkania bliskich i życzliwych mi osób rekompensuje wszystko... :-)


Bransoletka powstała z tak zwanych okruszków - ostatni kawałek łańcuszka, ostatnie szpilki srebrne, przedostatnia garść perełek i przedostatnie zapięcie.
Kończy się rok, kończą się materiały.
Ale nowe zamówienia napływają nieustannie, więc i ja oczekuję na swoje...


Czarne perły mienią się odcieniami wzburzonego morza: fioletu, zieleni, granatu, turkusu i czerni.
Kontrastują z jasnym srebrem morskich bałwanów.


Bransoletka ma regulowany obwód, pasuje więc na nadgarstek drobnej  jak i krągłej Piratki. :-)


Bransoletka Czarna Perła / Black Pearl Bracelet:
srebrno (925) / sterling silver
czarne perły słodkowodne / black sweetwater pearls
dostępna / for sale

***

Jutro opuszczam nasze Alpiszcza Okienne 
(na zdjęciu sprzed kilku dni nie ma jeszcze śniegu, ale dziś już jest... ), jak zwykłam je nazywać.
Jedziemy do Polski spotkać się z Przyjaciółmi, Rodziną, Mikołajem i żywym Karpiem...
Ale nie zapominam o Was. 27. grudnia blog kończy 3 lata.
Kilkanaście dni później w mojej metryce pojawi się kolejny roczek...
Świętujecie ze mną?
Już teraz zapowiadam i zapraszam na Podwójnie Urodzinowe Rozdawnictwo. :-)

Ściskam Was świątecznie! 
Spędźcie ten czas radośnie i zdrowo, wśród życzliwych ludzi. 
Życzę Wam jeszcze samych udanych prezentów, takich ręcznie wykonanych, 
niepowtarzalnych i pięknych inaczej, niż nakazuje moda. :-)
Do przeczytania/napisania po Świętach!
K. 


Ps a miało być króciutko....  ;-)