Bardzo dawno temu w greckiej
Arkadii żył sobie człowiek o imieniu Lykaon,
o którym wiadomo tylko tyle, że
złożył
Nyktimosa, swego syna, w ofierze Zeusowi jako bogu światła,
a zrobiwszy to, zamienił się
w wilka.
Według Platona podczas
ustanowionego przez Lykaona święta Lykajów (święta wilków),
z mięsem zwierząt mieszano mięso ludzkie –
ten, kto zjadł akurat to ostatnie, przemieniał się w wilka.
Do ludzkiego ciała mógł
powrócić tylko wówczas,
jeśli w ciągu dziewięciu lat bycia wilkiem nie
zjadł żadnego człowieka...

Święto Lykajów dało podstawy rzymskiemu świętu Luperkaliów
(nazwa to połączenia słów lupus – wilk i arceo – chronić),
ale jego początki
właściwie do dzisiaj są owiane tajemnicą.
Podczas święta czczono postać Luperkusa, najczęściej
identyfikowaną z bogiem Faunem,
opiekunem leśnych stworzeń, jak
również mityczną wilczycę,
która wykarmiła Remusa i Romulusa,
założycieli Wiecznego Miasta.
Obrzędy przeprowadzano w pobliżu
groty Luperkal na Palatynie, gdzie wedle mitu mieszkała wilczyca
i
jej wychowankowie.
Jak wiele pogańskich świąt,
Luperkalia miały także związki z rytuałami płodności:
ubrani
tylko w koźlą skórę, na podobieństwo Fauna, kapłani, zwani
Luperkami,
chłostali wiernych - głównie
kobiety, które dzięki temu miały szybciej zachodzić w ciążę.
Najpierw jednak składano ofiarę z
kozła i psa, których krwią smarowano czoła dwóch młodych
mężczyzn.
Następnie ze skór ofiarnych zwierząt kręcono bicze,
zwane februa (stąd łacińska nazwa lutego, Februarius)
i
rozpoczynał się bieg po Palatynie.
Święto
obchodzono w okolicach 14 lutego (dokładniej: od 13 do 15 dnia
miesiąca Februarius).
14 lutego był w kalendarzu rzymskim świętem
bogini Junony, patronki małżeństw,
i w tym dniu młode dziewczęta
zapisywały swoje imię na losach, które wrzucano do pudełka.
Następnie chłopcy losowali imiona i w ten sposób dobierano pary, w
których brało się udział
w nadchodzących uroczystościach; bardzo często wspólne świętowanie kończyło się małżeństwem.
w nadchodzących uroczystościach; bardzo często wspólne świętowanie kończyło się małżeństwem.
Luperkalia przetrwały aż do roku 496,
kiedy to papież Gelazjusz I zakazał ich obchodzenia
i zastąpił
pogańskie uroczystości dniem świętego Walentego. Dziś, po
pierwotnym kilkudniowym święcie płodności, pozostał nam
politycznie poprawny dzień zakochanych...
Jako, że o Faunie i Luperkaliach była mowa nie może tu zabraknąć tego wspaniałego,
niemieckiego zespołu i jego wersji Luperkariów:
Czarne Serce:
Kryształy Swarovskiego: serce i brioletka w kolorze jet /czarne
srebro pr. 999, oksydowane i polerowane
rzemień zamszowy czarny
Ściskam!
K.




Piękne i tajemnicze. Pozdrawiam;)
OdpowiedzUsuń na zawszePrzepiękne. Aż miło popatrzyć na precyzję ;]
OdpowiedzUsuń na zawszeWisior przepiękny, Nurrgulo, może i zainspirowany Luperkaliami, ale nie tak krwawy (bulwersują mnie te ofiary ze zwierząt), raczej kusząco erotyczny ;-)) Każdy dzień jest dobry, żeby pokazać, że się kogoś kocha! Ściskam czule;-)
OdpowiedzUsuń na zawszeTeż jestem tego zdania, że każdy dzień jest dobry, by celebrować miłośc. Dlatego Walentynek nie obchodzę. :) I dlatego serce nie jest różowe... ale czerwone się jeszcze pojawią. :)
Usuń na zawszeWisior jest po prostu idealny!
OdpowiedzUsuń na zawszePrawdziwie wilczy wisior i jak one, niesamowicie piękny...
OdpowiedzUsuń na zawszepiękne ^^
OdpowiedzUsuń na zawszeCiekawa opowiesc, milo sie czyta ogladajac Twoje prace, piekna muzyka!!! - wlasnie glosniki wlaczylam ;) pozdrawiam cieplo
OdpowiedzUsuń na zawszePiękna symetria.
OdpowiedzUsuń na zawszeWłaśnie się dowiedziałam, skąd wzięła się nazwa dla afrykańskich psowatych.
jakich słów użyć żeby wyrazić zachwyt nad tym co robisz? Każde będzie płytkie i niedostateczne. CUDA !!!!!!!
OdpowiedzUsuń na zawszeDziękuję Wam bardzo. :)
OdpowiedzUsuń na zawszePomału zaczyna mi się krystalizować pomysł na nagrodę w candy, więc możliwe, że w następnym poście pokażę Wam, co jest do wygrania. :) A tymczasem niezmiennie zapraszam na candy - link po prawej u góry. :)
Zachwycasz i tyle!
OdpowiedzUsuń na zawszeTeż nie obchodzę tych "politycznie poprawnych" walentynek, jakoś nie są mi do szczęścia potrzebne :) A ten wisior... jak zwykle zachwyca precyzją, jest niesamowity...
OdpowiedzUsuń na zawszeNie jestem fankom serduszkowej biżuterii, ale przyznam, że taki wisior mogłabym nosić bez przerwy:)
OdpowiedzUsuń na zawsze