2011/02/07

Dala dala trala lala...

O mojej fascynacji i – póki co – platonicznej miłości do Skandynawii
opowiadać nie muszę i nie będę. Po co Was zanudzać? Ale o spełnianiu marzeń z historią szwedzkiej dumy narodowej w tle chyba mogę?

Zacznijmy od historii...

Prawdziwy Koń Dalecarliański (Dala) – symbol Szwecji – jest produkowany od lat
tylko w jednym miejscu na świecie, w małej wiosce Nusnäs położonej nad jeziorem Siljan,
w środkowej części Szwecji, zwanej Dalecarlią.

Dlaczego akurat konik?
Ponieważ już od czasów Wikingów uznawany był za zwierzę święte, przyjaciela i pomocnika. Drewniana postać konia, w ludowej tradycji całej Skandynawii, jest postacią odstraszającą demony.
Często bywał zawieszany nad wejściem do domu, stawiano go także w pobliżu łóżek dzieci,
które miał chronić przed złem. Z czasem stał się jedną z najpopularniejszych zabawek,
a legenda głosi, że drwale biorący udział w wyrębie drzew, daleko od domów,
rzeźbili konie i przywozili je swoim dzieciom, aby ochronić je przed złymi duchami.

Umiejętność tworzenia koni była przekazywana z pokolenia na pokolenie
i dziś jest to jedna z nielicznych żywych tradycji szwedzkich.
Do perfekcji opanowała ją rodzina Olssonów, która od 1922 roku do tej pory posiada największe i najbardziej znane warsztaty produkujące koniki Dala.

Pierwsze konie Dala z Nusnäs wyglądające tak, jak poniżej, pojawiły się w okolicy 1800 roku,
kiedy to po raz pierwszy do ozdobienia grzbietu konia użyto tradycyjnego malowidła kwiatowego. Jego symbolikę czerpie się z biblijnej przypowieści o Jonaszu, który siedział na pustyni u wrót miasta Niveah, w strasznym skwarze. Bóg, widząc to, sprawił, że obok Jonasza wyrosło pnącze winorośli – kurbit – i osłoniło go przed palącym słońcem.

Obecnie, do rzeźbienia koników wykorzystywane są najlepszej jakości sosny rosnące wokół jeziora Siljan, które są wybierane i specjalnie oznaczane jeszcze podczas wzrostu.
Drzewa są wycinane, cięte na kawałki i przygotowywane do rzeźbienia.
Ponieważ wszystko odbywa się dzięki pracy ludzkich rąk, na całym świecie nie ma dwóch identycznych koników Dala.
Po gruntowaniu, wygładzaniu i polerowaniu, konie są zanurzane w odpowiednim barwniku: czerwonopomarańczowym, niebieskim, czarnym lub białym.
Wprawne ręce rzemieślników malują je w tradycyjne wzory kurbit.
Większość koników jest tradycyjnie rdzawego koloru (w dawnych czasach bliskość kopalni miedzi stanowiła łatwy dostęp do czerwonego barwnika).
Powstają jednak inne wersje kolorystyczne, a także edycje limitowane na specjalne zamówienie kolekcjonerów lub muzeum.
Ostatecznie wszystkie koniki są pakowane i wysyłane z Nusnäs w świat, aby sławiły tan Szwecję.

Jako ciekawostkę dodam, że najmniejszy egzemplarz ma 2,2mm długości i 3,4mm wysokości,
a w mieście Avesta znajduje się 13-metrowy koń.

Zdjęcia uwieczniające proces produkcji koni, zdjęcia konia z Avesto itp.
można obejrzeć na oficjalnej stronie.(<--klik)

A teraz o spełnianiu marzeń...
A było to tak.
Przeglądam mnóstwo skandynawskich blogów, stron poświęconych Skandynawii, jej tradycji,
życiu codziennemu, kulturze i sztuce.
Od lat pragnęłam mieć swojego konika Dala, a najlepiej piętnaście! ;)
Pragnienie odżyło – jak to zwykle bywa, co jakiś czas...
...wysłałam więc mojemu Małżowi kochanemu mailem do pracy zdjęcie konika z tekstem
po szwedzku (o ile można wierzyć w translatory) i po polsku mówiącym, że oto jestem sobie konik Dala (dodałam również różnego rodzaju pfrrrr i inne iihhaaa) prosto ze Szwecji,
i strasznie mi smutno, bo wiem, że jest sobie taka Nurrgula, która bardzo chciałaby mnie mieć....itp. itd.

A że Małż mój szanowny jest najcudowniejszym Małżem na świecie, orzekł:
uratujmy takiego konika przed samotnością!

I wtem Pan Listonosz przyniósł to:


Tadam!

Moje koniki to totalny vintage sprzed kilkunastu lat. Ale czyż nie są piękne? I przez to, że "stare", naładowane cudowną historią? Bo kto wie, gdzie wcześniej były i co robiły....? :)
Ale za punkt honoru postawiłam sobie zakup nowych, współczesnych, bezpośrednio w Nusnäs, na miejscu i do rąk własnych.
No dobra...to kolejny powód, by pojechać do Szwecji... ale czyż nie jest dobry?



Drodzy Czytelnicy, morał tej historii jest taki, że warto mieć marzenia i kogoś, kto kocha najmocniej na świecie i dałby gwiazdkę z nieba, gdyby tylko dosięgnął. :)
I tego Nam wszystkim życzę.

Ps. Ludożerna, Tuome i Asjah przyznały mi piękne wyróżnienia. Czuję się bardzo doceniona, dziękuję kochane! A ponieważ tradycja każe puścić wyróżnienie dalej w świat, wyróżniam....wszystkich tych, do których zaglądam! A szczególnie Zdolność Tworzenia – za niesamowitą konsekwencję i niemalże codzienne posty. :)