Śniegu nigdy za wiele, hę? :)
Koleżanka, której bardzo przypadł do gustu mój skradziony przez Mamę komplet śnieżynek Swarovskiego, poprosiła mnie o wykonanie dla niej kolczyków w podobnej stylistyce.
Najpierw długo wypatrywałam listonosza z materiałami (moje kamienie z dalekiej Azji dryfują jeszcze gdzieś w przestworzach pocztowych), później długo nie mogłam się zdecydować na wzór, długo też moje ręce walczyły ze srebrem, by zechciało przybrać określony kształt.
Podobno piękno rodzi się w bólu... nie mnie oceniać, ale Koleżanka zachwycona. :)
Kolczyki wykonałam ze srebra próby 925 i kryształów Swarovskiego.
Zdjęcia przedstawiają kolczyki przed i po oksydowaniu - różnica jest bardzo subtelna, ale też nie chciałam mocno przyciemniać srebra.
Chodziło jedynie o to, by swoim blaskiem nie przyćmiewało kryształu.
Zdjęcia przedstawiają kolczyki przed i po oksydowaniu - różnica jest bardzo subtelna, ale też nie chciałam mocno przyciemniać srebra.
Chodziło jedynie o to, by swoim blaskiem nie przyćmiewało kryształu.
Najważniejsze, że Nowa Właścicielka jest zadowolona z efektu, chociaż ja - jak zwykle - mam sobie wiele do zarzucenia. Ale tak już mam, że zawsze znajdę jakieś "ale" w moich pracach.
*Tekst pochodzi z jakiejś piosenki puszczanej przez chyba wszystkie stacje radiowe w okresie przedświątecznym. Jechaliśmy na święta na Mazury (a to dość długa podróż z Dolnego Śląska), cały czas padał śnieg, koty spały na tylnym siedzeniu, a my śpiewaliśmy (o ile to można tak nazwać) na przemian radiowy hit o zasypywaniu śniegiem i "hity" z nowej płyty Behemotha. ;) Takie to nasze pokręcone gusta muzyczne są. ;)