O mojej wieloletniej miłości do czerni przypomniała mi ostatnio Asjah...
Co prawda fazę ciężkich butów i wielgachnych swetrów mam dawno za sobą,
ale nadal uwielbiam i noszę
powłóczyste sukienki i spódnice ciągnące się po podłodze.
Nic na to nie poradzę...
"Czasami jedyne, co pomaga kobiecie, to wiedźmowatość"*.
Co prawda fazę ciężkich butów i wielgachnych swetrów mam dawno za sobą,
ale nadal uwielbiam i noszę
powłóczyste sukienki i spódnice ciągnące się po podłodze.
Nic na to nie poradzę...
"Czasami jedyne, co pomaga kobiecie, to wiedźmowatość"*.
A zatem wiedźmowato nieco w temacie kolczyków.
Onyksowe łzy odczekały już swoje w pudełeczku, połączyłam je więc z gromadką czarnych spineli, krzemem i barwionym kryształem górskim.
Bo niby czemu nie?
Łącznie z biglami, kolczyki mają prawie 7cm długości.
Delikatne, proste, niby nic niezwykłego, ale może jednak coś w sobie mają?
Do kupienia będą... dam znać gdzie. :)
Czarno to widzę:
srebro pr. 925 i 999
czarne spinele
czarne onyksy
prawie czarny krzem ;)
i prawie czarne barwione kryształy górskie.
Asjah wyciągnęła ten cytat ze Stephena Kinga jako pierwsza. :)