Najbardziej na świecie lubię przypadkowe projekty.
Powstające w godzinę: chaotycznie, zaciekle, więcej i więcej, jak popadnie.
Połączenie surowego bursztynu z pięknie i równiutko oszlifowanymi Swarkami
zawsze wychodzi na dobre.
zawsze wychodzi na dobre.
Swarkom oczywiście.
Nie wydają się już wtedy takie...glamour? Zbyt błyszczące?
Kolorystycznie zainspirowały mnie moje cudowne Tuli-Pany,
które w poprzednim poście były jedynie wyglądającycm ukradkiem zza zielonych rzęs
żółtym okiem, a dziś są pomarańczowożółtymi,
pełnoprawnymi obywatelami kwiatowego świata.
Z zapachem przyprawiającym o drżenie rąk. Zupełnie takie drżenie,
jakiemu nie mógł się oprzeć Jan Baptysta Grenouille,
wywęszywszy swą pierwszą, rudą, ofiarę.*
które w poprzednim poście były jedynie wyglądającycm ukradkiem zza zielonych rzęs
żółtym okiem, a dziś są pomarańczowożółtymi,
pełnoprawnymi obywatelami kwiatowego świata.
Z zapachem przyprawiającym o drżenie rąk. Zupełnie takie drżenie,
jakiemu nie mógł się oprzeć Jan Baptysta Grenouille,
wywęszywszy swą pierwszą, rudą, ofiarę.*
Połączyłam więc srebrnym łańcuchem, prawie na oślep:
srebrne liście produkcji własnej, surowy oraz wklejony w kostkę bursztyn,
oliwkowe kryształy Swarovskiego, naturalne cytryny i kwarcowe kulki.
Uplotłam ozdobne zapięcie...et voila.
*Jan Baptysta Grenouille to tytułowy bohater "Pachnidła" Patricka Süskinda.
Tak, jakby ktoś nie wiedział... z przyjemnością odsyłam do książki. :)



