2010/10/19

Dawno, dawno temu...

...nabyłam przepiękny, duży agat błękitny.
Długo leżał w doborowym towarzystwie, w moim koszyku z kamieniami. Onieśmielał mnie. Zerkał tak na mnie swoim turkusowym okiem, aż pąsowiały mi policzki.
A policzki to ja mam, oj wierzcie mi, niczego sobie. Ale nie o mnie...
Spróbowałam więc ogarnąć chaos tego przepastnego składu moich cichych przyjaciół,
a On rzucił mi się w palce, jak dawno zapomniany kochanek w ramiona. ;-)
Wybaczcie te pseudopoetyckie porównania, chyba nie 'natchło' od kurzu unoszącego się po całym domu, dzięki panom z ciężką artylerią narzędziową.

Z tego natchnienia powstał wisior. Z kochanka i srebra oksydowanego na kolorowo.


Tło białe tym razem, jakoś lepiej zdjęcia wychodzą na bieli, gdy za oknem szarówka.
Ale, żeby nie było, trawiaste zdjęcie też jest. :-)
Wisior to prezent dla mojego Człowieka Stróża, dobrego Ducha,
który wierzy we mnie bardziej, niż ja sama kiedykolwiek w siebie uwierzę.