Tak, wiem, jestem okropna i przyznaję się do tego bez bicia. Wasza cierpliwość przechodzi naprawdę wielką próbę (tak sobie nieskromnie marzę, że się ktoś niecierpliwi, by w końcu coś nowego na tym blogu zobaczyć ;P ), a ja jej w zostaniu Mistrzynią Oczekiwania nie pomagam, ale...
(zawsze musi być jakieś "ale")
... pierwsza próba z labradorytem została spisana na straty. Cztery potężne, włochate, norweskie łapy i szczypta ostrych, białych i równie norweskich kłów załatwiły sprawę. Całe szczęście, że "tylko" srebro zostało pokiereszowane, a nie sam kamień...
Także prace nad labradorytem zaczynam od początku.
A w międzyczasie kolczyki, których jeszcze nie miałam okazji pokazać, bo ciężko było je uchwycić na zdjęciach w pochmurne dni. A te ametysty naprawdę zasługują na to, by je pokazać w pełnej krasie. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że na zdjęciach zawsze widać wszelkie niedoskonałości oraz że można było pokazać kolczyki w jeszcze lepszy sposób. Cóż, fotografikiem profesjonalnym nie jestem, używam zwykłej "idioten kamera"
i - znowu nieskromnie - uważam, że efekty są zadowalające. ;)
Mam nadzieję, że podzielicie moje zdanie...
(zawsze musi być jakieś "ale")
... pierwsza próba z labradorytem została spisana na straty. Cztery potężne, włochate, norweskie łapy i szczypta ostrych, białych i równie norweskich kłów załatwiły sprawę. Całe szczęście, że "tylko" srebro zostało pokiereszowane, a nie sam kamień...
Także prace nad labradorytem zaczynam od początku.
A w międzyczasie kolczyki, których jeszcze nie miałam okazji pokazać, bo ciężko było je uchwycić na zdjęciach w pochmurne dni. A te ametysty naprawdę zasługują na to, by je pokazać w pełnej krasie. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że na zdjęciach zawsze widać wszelkie niedoskonałości oraz że można było pokazać kolczyki w jeszcze lepszy sposób. Cóż, fotografikiem profesjonalnym nie jestem, używam zwykłej "idioten kamera"
i - znowu nieskromnie - uważam, że efekty są zadowalające. ;)
Mam nadzieję, że podzielicie moje zdanie...