Był to rok 1701.
W Słupsku na rynku
przy studni kilka kobiet czerpało wodę.
Po napełnieniu wiader zaczęły się codzienne pogwarki. Z ust do ust krążyła wieść,
że na ulicy Piekiełko pozdychały wszystkie prosiaki, z wyjątkiem prosiaków Triny Papisten,
a u szewca Szpiela zdycha od wczoraj krowa.
Po napełnieniu wiader zaczęły się codzienne pogwarki. Z ust do ust krążyła wieść,
że na ulicy Piekiełko pozdychały wszystkie prosiaki, z wyjątkiem prosiaków Triny Papisten,
a u szewca Szpiela zdycha od wczoraj krowa.
Jedna z kobiet mówi do drugiej:
- W tym musi maczać palce diabeł! Czy
nie dziwi was, że u Triny Papisten bydło jest zdrowe,
a zdycha u jej sąsiadów? Tylko cicho sza, bo właśnie nadchodzi.
a zdycha u jej sąsiadów? Tylko cicho sza, bo właśnie nadchodzi.
Trina Papisten, rodem z Westfalii, była
wysoką, silnie zbudowaną kobietą,
o rudoblond włosach i piegach na twarzy.
Powiedziawszy kobietom dzień dobry, zaczerpnęła wodę
i nie odezwawszy się więcej - powróciła do domu.
o rudoblond włosach i piegach na twarzy.
Powiedziawszy kobietom dzień dobry, zaczerpnęła wodę
i nie odezwawszy się więcej - powróciła do domu.
Oczy wszystkich skierowały się za
nią.
Nie znoszono jej dlatego, że żyła w
odosobnieniu i nie zajmowała się plotkami
jak inne mieszczki. W kilka dni później - a był to już miesiąc maj - nad miastem przeciągnęła burza gradowa. Ludność nie pamiętała, aby kiedykolwiek spadł grad takiej wielkości.
jak inne mieszczki. W kilka dni później - a był to już miesiąc maj - nad miastem przeciągnęła burza gradowa. Ludność nie pamiętała, aby kiedykolwiek spadł grad takiej wielkości.
W jakiś czas potem przyszła nowa
klęska. Oto drzewa i krzewy zostały zżarte przez liszki. I znów
przypisano to diabłu i czarownicy. Niektóre kobiety orzekły, że Trina
potrafi czarować. Przestano jej się więc kłaniać. Plotki
szerzyły się coraz bardziej.
Aż wreszcie pewnego dnia przybył po nią sługa miejski
Aż wreszcie pewnego dnia przybył po nią sługa miejski
i zabrał do Wieży Czarownic. Została oskarżona przez miejscowego
aptekarza o czary.
Po trzech tygodniach doprowadzono ją przed sąd
do ratusza (na Starym Rynku). Przed drzwiami musiała zdjąć obuwie.
Potem pochwycono ją za włosy i wyciągnięto na salę.
Odbyto
długie modły, a kiedy Trina zmówiła "Ojcze nasz",
burmistrz rozpoczął przesłuchanie.

Pierwszym pytaniem było:
- Czy umiesz czarować?
- Nie, nie wiem nic o czarach.
- Czy byłaś kiedyś na Górze
Czarownic?
- Nie znam żadnej Góry Czarownic.
Jedynie na okolicznych wzgórzach zbierałam niekiedy chrust...
Jedynie na okolicznych wzgórzach zbierałam niekiedy chrust...
- Czy zjawił się tam przed tobą
diabeł?
- Nie! Niech mnie Bóg uchowa.
- Więc nie masz z diabłem nic
wspólnego i nie potrafisz czarować?
- Nie!
- Jak to się więc stało, że w
ubiegłym miesiącu wyzdychały od razu
na ulicy Piekiełko wszystkie świnie?
na ulicy Piekiełko wszystkie świnie?
- Tego nie wiem. Zdarzało się
przecież już dawniej, że padła zaraza na świnie.
- To może też i nie wiesz, skąd ta
burza gradowa i liszki na drzewach?
- Nie. Oczywiście, że nie wiem.
- Utrzymujesz więc, że nie jesteś
czarownicą?
- Nie. Niech mnie Bóg uchowa!

Wówczas przed sędziego wystąpił
mężczyzna i zaczął opowiadać:
- Pewnego dnia przyszła do mnie Trina
Papisten i chciała pożyczyć płótna.
Nie dałem jej. Więc poszła. W godzinę później wraca mój parobek z końmi od bronowania.
Konie, znajdujące się przed stajnią nagle stanęły dęba i uciekły z zagrody.
Przewróciły przy tym parobka i niemiłosiernie go stratowały.
Jestem przekonany, że Trina rzuciła na konie swój urok dlatego, iż nie pożyczyłem jej płótna.
Innym zaś razem przyszła do mej żony i chciała rozmienić polskiego srebrnego talara.
Oczywiście żona nie rozmieniła jej. Po chwili żona udała się na strych,
aby dopatrzeć warzącego się piwa,
i wtedy stało się coś dziwnego - nagle zesztywniała i nie mogła się poruszyć.
To jest również sprawa Triny.
Nie dałem jej. Więc poszła. W godzinę później wraca mój parobek z końmi od bronowania.
Konie, znajdujące się przed stajnią nagle stanęły dęba i uciekły z zagrody.
Przewróciły przy tym parobka i niemiłosiernie go stratowały.
Jestem przekonany, że Trina rzuciła na konie swój urok dlatego, iż nie pożyczyłem jej płótna.
Innym zaś razem przyszła do mej żony i chciała rozmienić polskiego srebrnego talara.
Oczywiście żona nie rozmieniła jej. Po chwili żona udała się na strych,
aby dopatrzeć warzącego się piwa,
i wtedy stało się coś dziwnego - nagle zesztywniała i nie mogła się poruszyć.
To jest również sprawa Triny.
Jedna z kobiet opowiadała znów
następujące zdarzenie:
- Pewnego zimowego wieczora widziałam
wydobywające się z komina domu,
w którym mieszka Trina, ogromne kłęby ognistego dymu.
Z pewnością diabeł w tym momencie kominem do niej wleciał.
w którym mieszka Trina, ogromne kłęby ognistego dymu.
Z pewnością diabeł w tym momencie kominem do niej wleciał.
Po wysłuchaniu wszystkich, sędzia
zapytał:
- Czy przyznajesz się teraz, że
jesteś czarownicą?
- Nie! Jak Bóg miły, jestem niewinna!
Sędziowie porozumieli się między
sobą i orzekli,
że wobec niezłożenia zeznań dobrowolnych - trzeba ją poddać torturom.
że wobec niezłożenia zeznań dobrowolnych - trzeba ją poddać torturom.

Biedną kobietę odprowadzono do Wieży
Czarownic.
Przyszedł do niej w odwiedziny mąż z
dziećmi.
- Powiedz kochana, czy to rzeczywiście
jest prawdą, co źli ludzie o tobie mówią - pyta mąż.
- Nie, kochany mężu, jestem niewinna
jak małe dziecko. Nie lękam się też niczego,
bo dobry Bóg przecież nie dopuści, aby mnie dłużej jeszcze męczono.
Przecież nie uczyniłam nic złego. Trinę jednak męczono nadal.
bo dobry Bóg przecież nie dopuści, aby mnie dłużej jeszcze męczono.
Przecież nie uczyniłam nic złego. Trinę jednak męczono nadal.
Pewnego
popołudnia do więzienia przyszedł wraz z pachołkami kat
w swym czerwonym płaszczu. Trinę ubrano w czarną koszulę tortur.
Gdy zobaczyła na niej zakrzepłe ślady krwi - zrobiło jej się słabo.
w swym czerwonym płaszczu. Trinę ubrano w czarną koszulę tortur.
Gdy zobaczyła na niej zakrzepłe ślady krwi - zrobiło jej się słabo.
Sprowadzono ją do ciemnego lochu w
Wieży Czarownic, gdzie znajdowała się komora tortur.
Sędziowie już czekali.
Sędziowie już czekali.
Tam, na dole, działy się rzeczy
straszne. Gdy wśród tortur zadawano jej pytania,
czy przyznaje się do winy - Trina odpowiadała, że nie ma się do czego przyznawać.
Gdy jednak ból stał się nie do zniesienia - z ust jej wydarł się okropny krzyk:
czy przyznaje się do winy - Trina odpowiadała, że nie ma się do czego przyznawać.
Gdy jednak ból stał się nie do zniesienia - z ust jej wydarł się okropny krzyk:
- Diabły! Uwolnijcie mnie! Przyznam
się do wszystkiego, czego tylko chcecie!
Postawiono ją więc znowu przed
obliczem sądu. Sędzia zadawał pytania,
a jej odpowiedzi skrzętnie zapisywano.
a jej odpowiedzi skrzętnie zapisywano.
- Tak! Jestem czarownicą. Diabła znam
bardzo dobrze.
W strumyku w Kublicach zostałam przechrzczona. Tam też przysięgłam, że o Bogu nie chcę nic więcej wiedzieć i będę słuchać tylko diabła. Czarować też potrafię.
Nauczyłam się tego od starej Lulewicz w Postominie. Ona już nie żyje.
Krowy też zaczarowałam, aby nie dawały mleka.
W strumyku w Kublicach zostałam przechrzczona. Tam też przysięgłam, że o Bogu nie chcę nic więcej wiedzieć i będę słuchać tylko diabła. Czarować też potrafię.
Nauczyłam się tego od starej Lulewicz w Postominie. Ona już nie żyje.
Krowy też zaczarowałam, aby nie dawały mleka.
- A czy byłaś na Górze Czarownic?
Trina namyślała się przez chwilę,
co powiedzieć, i wreszcie rzekła:
- Tak, przed dwoma miesiącami mieliśmy
tam wielki festyn. Posmarowałam widły gęsim smalcem, przywiązałam
do nich pół bochenka chleba i mięsa baraniego
i poleciałam na nich na Górę Czarownic.
Było tam dużo czarownic, a przybyli również i diabli. Wyglądali dosyć przyzwoicie.
Główny diabeł był podobny do was, panie sędzio.
Powiedziałam już wszystko, co wiem, a teraz proszę, skróćcie mnie jak najprędzej o głowę,
abym już wreszcie została uwolniona od tych męczarni!
i poleciałam na nich na Górę Czarownic.
Było tam dużo czarownic, a przybyli również i diabli. Wyglądali dosyć przyzwoicie.
Główny diabeł był podobny do was, panie sędzio.
Powiedziałam już wszystko, co wiem, a teraz proszę, skróćcie mnie jak najprędzej o głowę,
abym już wreszcie została uwolniona od tych męczarni!

Sędziowie - przesądni jak i
pospólstwo - wierzyli w te bajki.
Po odbyciu długiej narady wydali wyrok: Trina Papisten będzie spalona żywcem na stosie,
jest bowiem bezbożną czarownicą.
Po odbyciu długiej narady wydali wyrok: Trina Papisten będzie spalona żywcem na stosie,
jest bowiem bezbożną czarownicą.
W dwa dni później gromada ciekawskich
zebrała się przed Wieżą Czarownic.
Pozdrawiano się wesoło. Jeden z gapiów mówi do sąsiada:
Pozdrawiano się wesoło. Jeden z gapiów mówi do sąsiada:
- Chcecie też widzieć, jaka płonąć
będzie ta czarownica?
- Oczywiście. Chciałbym chociażby
troszeczkę popiołu z niej dostać.
To jest dobre na reumatyzm.
To jest dobre na reumatyzm.
W kilka chwil później Trinę wywożono
na plac straceń.
- Patrzcie! Czarownica! - krzyczały
dzieci.
Na drabiniastym wozie siedziała na
pęku słomy Trina, a przy niej kat.
Ręce miała związane na plecach. Wóz otaczała uzbrojona w widły straż,
aby ludzie nie zbliżyli się zbytnio do wozu.
W pewnej odległości za wozem - na innym, piękniejszym wozie - jechali sędziowie.
Większość gapiów nie miała współczucia dla biednej Triny,
przeciwnie - naśmiewano się z niej jeszcze.
Ręce miała związane na plecach. Wóz otaczała uzbrojona w widły straż,
aby ludzie nie zbliżyli się zbytnio do wozu.
W pewnej odległości za wozem - na innym, piękniejszym wozie - jechali sędziowie.
Większość gapiów nie miała współczucia dla biednej Triny,
przeciwnie - naśmiewano się z niej jeszcze.
Pochód zbliżył się do miejsca
straceń. Obok szubienicy ułożono stos z drzewa.
Pośrodku stał pal, do którego przywiązano Trinę.
Pośrodku stał pal, do którego przywiązano Trinę.
Po krótkiej ceremonii kat podpalił
stos. Powoli ogień obejmował jedną kłodę po drugiej.
Drzewo było wilgotne i dymiło.
Od silnego dymu Trina w krótkim czasie udusiła się
i kiedy języki płomieni zaczęły lizać ubranie i ciało - nic już nie czuła...*
Drzewo było wilgotne i dymiło.
Od silnego dymu Trina w krótkim czasie udusiła się
i kiedy języki płomieni zaczęły lizać ubranie i ciało - nic już nie czuła...*
Legenda pochodzi STĄD .
Słupsk i jego Baszta Czarownic (a także pobliska Ustka)
to jedne z moich ulubionych miejsc w Polsce.
Być może dlatego, że mam tam rodzinę, do której od dziecka wraz z Babcią jeździłam na wakacje?
Niech to będzie mały hołd i ukłon w stronę moich dziecięcych lat.
Trina:
Jaspis w odcieniach mięty/turkusu;
oksydowane i polerowane srebro pr. 999;
58x35mm;
dostępny
Ściskam!
K.
