2011/11/28

Przygotowania / Preparation

Dzisiejszy post sponsoruję litera O, jak okołobiżuteryjnie, 
P jak przedświątecznie oraz liczba 167, o której w dalszej części... :-)


Rozglądam się po Waszych blogach i widzę, że nie tylko ja poczyniłam już pierwsze preparacje do świąt.
Moje co prawda wypadają kilka dni wcześniej, niż te ogólnie przyjęte,
ale łączę przyjemne z pożytecznym w jeden termin.
Zwłaszcza, że z powodu Świąt Bożego Narodzenia przysługują dni wolne od pracy,
a z powodu Szczodrych Godów czy Yule już nie.


Jakiś czas temu pisałam już, że porwałam się z motyką na Słońce....
O wilku mowa - oto i wspomniane Słońce. 
Nic na to nie poradzę, że z każdego spaceru po lesie przynoszę różne skarby. 
A to gałęzie modrzewia jeszcze z szyszkami, a to mech, a to sosnowe patyki... 
Później staram się twórczo wyżyć z udziałem tychże skarbów i powstają mniej lub bardziej udane ozdoby. 
Tym razem poczyniłam świecznik. Tu udekorowany już w klimacie zimowych świąt, 
ale wystarczy zmienić kolor świec, poukładać dookoła żołędzie i liście i już jest jesiennie. 
Albo więcej mchu i kwiaty - i mamy  w domu wiosnę... 


W parze z Florą zawsze idzie Fauna.
W moim domu dominuje ta nieparzystokopytna i kocia. Na to też niewiele mogę poradzić... 
Obok wszelakich kociastych, które miłością bezgraniczną darzę, co już wszem wobec
i każdemu z osobna ogłaszałam, ubóstwiam drewniane konie.
Tu fragment tego, co przytargałam ze sobą z Norwegii, co przyszło ze Szwecji
i co nabyłam w Niemczech. 
Znajoma stwierdziła, że brakuje jeszcze Lajkonika z Polski.
Chętnie przygarnę (zwłaszcza, że Lajkonik swoją pogańską historię ma), macie jakieś namiary??? ;-)


Święta = pierniki.
Pierniki muszą być, koniec i kropka. 
Aktualna liczba tych wykonanych przeze mnie, a którymi obdarowuję całą rodzinę, wynosi 167.
Nie wiadomo jak długo taka liczba się utrzyma,
bo mój Małż szanowny znany jest z podkradania pierników z puszek, w których leżakują. 
Także liczba ta zmienia się z dnia na dzień...zazwyczaj tuż przed świętami okazuje się, że muszę upiec dodatkową partię... ale lubię ten nasz Rytuał. ;-) 


Miluś oczywiście pomaga w kuchni....
Murzynek zaś chętniej z tej kuchni wykrada smakołyki, niż bierze udział w ich  tworzeniu.
W tym roku poszalałam z kształtami (śnieżynki, choinki, bałwanki, mikołaje, dzwonki, gwiazdki, koniki na biegunach....) i kolorami lukru. I bawiłam się przy tym jak dziecko. 


A oprócz tego... znowu nic nie mogę poradzić na to,
że Skandynawię kocham sercem całym i stamtąd czerpię inspiracje wszelakie.
Z tego też powodu na jednej ze ścian zawisło takie oto ustrojstwo...
Oczywiście znowu wielozadaniowe i nabierające charakteru wraz z ozdobami, które się na nim zawiesi.


Ja nie mogłam się oprzeć cynowym jeleniom, gałązkowym i drucianym gwiazdkom
oraz zrobionym przeze mnie szyszkowym bombkom...


Gałąź przytargałam oczywiście z mojego Lasu
Naturalnie nie rąbałam i nie piłowałam drzew... wszystko to zrobili przede mną tutejsi drwale...
A ja pozbierałam to, co oni uznali za niepotrzebne...


A jak jest z Waszymi przygotowaniami? 
Z chęcią przeczytam w komentarzach, co jest świątecznym must have w Waszych domach. :-)

A tu taki malutki bonus:


Ściskam!
K.