Malachit!
Wzorzysta budowa, szczególnie widoczna po wypolerowaniu sprawia, że od starożytności używano go do wyrobu kamei i gemm, a także ozdób insygniów, relikwiarzy i ksiąg. Stosowany również jako okładzina ścian (np. świątynia Diany w Efezie czy sala malachitowa
- z kolumnami wykonanymi z ukochanego lapis lazuli - w Ermitażu).
Nazwa tego kamienia półszlachetnego pochodzi od greckiego malache (malwa) i malakos (miękki), a głównym miejscem występowania jest Ural, USA, Zambia, Namibia, Kongo, Australia, Kazachstan i Wielka Brytania.
W Polsce niewielkie ilości znajdziemy w Górach Świętokrzyskich oraz na Dolnym Śląsku (chyba się wybiorę na łowy! ;] ).
Malachit to kamień magiczny, który oczyszcza i otwiera wszystkie czakry, przynosi równowagę i harmonię, otwiera serce na bezwarunkową miłość. Daje odwagę do podejmowania zmian w życiu, podtrzymuje rozwój duchowy, ale też przyciąga innych ludzi - od starożytności ceniony przrz kupców, gdyż przyciągał klientów.
Obdarza spokojem, dlatego przypisuje się go urodzonym pod znakiem Skorpiona - ze względu na ich naprawdę trudny charakter. ;)
Wisior lub naszyjnik z malachitu, noszony jak amulet, wyciąga z organizmu chorobotwórcze energie oraz hamuje zakażenia. Jest to przede wszystkim skutek działania zawartej w kamieniu miedzi (57%), która reaguje z kwasami wydzielanymi przez skórę.
Ponieważ po 4 tygodniach nareszcie doczekałam się przesyłki, a w niej, oprócz kilku innych kamieni, znalazł się także malachit, prezentuję azjatycką przygodę nr 1.
(A propos Azji - polecam wspaniały japoński film "Okuribito" - "Pożegnania".)
Cały dzień myślałam, w co przystroić ten stosunkowo niewielki zielony krążek (średnica to 2,5cm!). Uznałam, że nic tak go nie wyeksponuje, jak nieoksydowane, jasne srebro
i koledzy po fachu - chryzokola i szmaragd Nilu.
Na kształt wisiorka wpłynęła ewidentnie moja wczorajsza wizyta u okulisty, który - ku mojej wielkiej uciesze - stwierdził, że mam sokole oko.
Poza tym... ja ogólnie coś szczególnego czuję do tego ludzkiego organu. ;)
Acha, żeby nie było, że przez cały ten czas między postami się leniłam! Co to, to nie! Uprzejmie zawiadamiam, że niebawem pokażę, co takiego wyczarowałam pomiędzy bieganiną po urzędach a załatwianiem innych sraw organizacyjnych.
No i żeby formalności stało się zadość - CHWALĘ SIĘ!
Otóż dostałam moje pierwsze w blogowym życiu Wyróżnienie!

Jego autorką jest bardzo zdolna i przesympatyczna Blondynka - Calista. :) Dziękuję! I przekazuję dalej:
Ipsa (za wsparcie, piękną biżuterię i synchronizację czasową)
Bastet (za nieustającą inspirację)
Drycha (uwielbiam czarny humor i horrory w Jej wykonaniu!).
Smacznego!
Edit 31.01.10: Wisior sprzedany! :)