2010/01/01

By nowe mogło wejść, stare musi wyjść...

W moim rodzinnym domu jedynym przestrzeganym przesądem noworocznym jest...pranie. Ufamy, że piorąc wszystkie brudy przed nadejściem Nowego Roku - nie może zostać nawet pojedyncza brudna skarpetka czy inna część garderoby - pozbywamy się tego, co było złe w Starym i z czystą kartą wchodzimy w kolejny rok. Właściwie nie tyle wiara, ile przywiązanie do tradycji i jakaś taka przezorność powodują, że kultywuję ten rytuał i co roku nie zostawiam ani jednej nieupranej rzeczy. A nuż...(widelec)?

Przez najbliższy czas będę pokazywała biżuterię wcześniej przeze mnie wykonaną, przeważnie mającą nowych właścicieli i niedostępną. Aby nowe mogło wejść, stare musi wyjść, prawda? Będę je jednak przeplatała z nowościami, które będzie można nabyć za pośrednictwem bloga lub galerii (sami musicie ocenić, co się bardziej opłaca... Link do galerii pojawi się, gdy wykonam w końcu baner i inne formalności pozałatwiam - czyt. po weekendzie).
Niemniej zapraszam w oba miejsca.


Zastanawiam się od dłuższego czasu co sprawia, że kawałek wynalezionego przez przypadek w XIX wieku, mieniącego się szkła robi tak oszałamiającą karierę wśród użytkowników biżuterii? Wszak Noc Kairu i jej rodzeństwo - Piasek Pustyni i Szmaragd Nilu - to nic innego, niż niebieskoczarne, brązowomiodowe lub ciemnozielone szkło z drobinkami mieniącymi się w Słońcu. Tak, tak, moi Drodzy, Noc Kairu to kamień jak najbardziej syntetyczny. Co nie zmienia faktu, że piękny, dostępny, a - przez swoją cenę - także popularny...
Wykonałam wiele sztuk biżuterii z jego udziałem, niektóre skromne, inne bardziej strojne. Wszystkie jednak cieszą się powodzeniem u swoich nowych właścicielek.
Poniższe kolczyki zaprojektowałam i wykonałam na zamówienie jednej z koleżanek.

kair.JPG

Ich długość to około 6cm. Wykonane są z elementów srebrnych, posrebrzanych i wspomnianych kamyków Noc Kairu.

aguu22.JPG